Przekochanej Julce, trochę mniej kochane Lenarico.
<3
<3
Uwagi: Główną inspiracje stanowiły dla mnie listy M. z Jedynej, pewne cudeńko Ani i jakiś tam mój stary Part o Naxi.
Pierwszy list napisałem chyba z desperacji. Odbijało mi kiedy moja p r z y j a c i ó ł k a (rozumiecie? PRZYJACIÓŁKA), oddalała się na kilometry, których nie mogłem przebiec jednym tchem. Było mi źle, bo widziałem, że cierpi. Ale jeszcze gorzej czułem się, bo wiedziałam, że ona mnie nie chcę. Nie kocha - znaczy kocha, ale nie w ten sposób. Moje samolubstwo było godne podziwu. Mimo wszystko; mimo każdego "nie", szeptanego przez najbardziej idealne usta świata; mimo jej łez, kiedy zaprzeczała; mimo tego, że miłość to pragnienie, potrzeba - postanowiłem zrobić wszystko, żeby otworzyła swoje serce. Na mnie i tylko na mnie, bo cały wszechświat może sypać jej płatki róż pod nogi, ale absolutnie nikt, nigdy nie pokocha jej tak mocno.
30 grudnia, 12:22
Lencia,
Nie widzę Cię od dwudziestu czterech godzin i mam wrażenie, że minuty zgadały się ze sobą, żeby jeszcze bardziej przeciągać ten czas. Nie mogę znieść, że jesteś na drugim końcu kraju, nawet jeżeli wiem, że wrócisz, tutaj, do mnie. Pewność jest przerażająca, bo nie istnieje.
"Do mnie" - pewnie wcale Ci się nie podoba, prawda? Nadal pamiętam, że powiedziałaś nie. (Wciąż przechowuje obraz Twoich ust mówiących to paskudne trzy literowe słowo, a nawet wiem, które ze swoich ulubionych jeansów miałaś na sobie. Uwierz, to wciąż boli, pomimo tego, że - jak zawsze - nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku.) Prosiłaś mnie jedynie o czas. Niechętnie, naprawdę wolałbym wyrzeźbić Ci zamek z lodu albo zjeść ślimaka - a wiesz jak się ich boję - powiedziałem to beznadziejne "okej". Nie stać było mnie nawet na pokerową minę "nie wcale nie złamałaś mi serca". To jednak prawda, że jestem żałosny.
Ale nie zrobiłbym niczego co wywołałoby Twoje przesłodkie gniewna spojrzenie, bo wiem, że nie lubisz tej przeuroczej zmarszczki w kształcie "V". Dlatego przytaknąłem.
Bo Cię kocham. Proste, prawda? A przynajmniej dla mnie.
Czas, to cholerstwo... Byłem skłony zaoferować Ci całą wieczność (oczywiście ze mną, przyklejonym jak rzep do psiego ogona), ale wyjechałaś i kilometry sprawiły, że nie mogę poczuć Twoich rąk, które próbują ujarzmić moje włosy. Nie mogę zobaczyć jak z pasją przeklinasz wszechświat, kiedy w ulubionym sklepie skończyły się nędzne zapasy Nutelli. Nie mam jak skupić się na świecie, bo brutalną prawdą jest, że całym moim światem jesteś Ty.
Jak na ironie, kilometry pokazały mi co tracę, czekając na Ciebie. Nie zrozum mnie źle, Lena. Bycie z Tobą jest jak czekanie na prezenty wigilie, tyle że przez cały rok. Rozumiesz? Ta presja, żeby otworzyć, rzucić się na papier i poczuć gorzki zapach nowych skarpet albo słodki smak tony słodyczy - mam dość.
Chcę, trzymać mój prezent odpakowany. Chcę zasypiać z nim każdej, absolutnie każdej nocy i budzić się z wyrazem ulgi, bo wiedziałbym, że Cię mam. Tak... Naprawdę.
Lena, ja po prostu chcę cię kochać. Pozwól mi na to.
Nadzieja nie ratuje, wiecie? Nieważne co mówią, ona powoli niszczy; zatraca we własnych pragnieniach, marzeniach; karzę na siebie czekać. A kiedy ginie, zabiera ze sobą tyle kawałków duszy, że nie starcza nawet na szczery uśmiech.
Drugi list był kotwicą, która przytrzymywała mnie na dnie.
Przeczytałem mój poprzedni list i doszedłem do wniosku, że piszę gorzej niż mówię. Jeszcze nie wiem, czy to są akurat listy miłosne, ale kiedy już zrozumiem dokładną ich treść to dowiesz się o tym pierwsza i ostatnia albo wcale. Bo im dłużej trzymam długopis w dłoni, tym przekonanie, że każda kartka znajdzie się w piecu jest coraz bardziej pewne. Nie powinnaś widzieć jakiego palanta z siebie robię. Nikt nie powinien.
Chyba źle się wtedy wyraziłem. Czasem zachowuję się jak ostatni kretyn, ale nikt nie jest idealny (oprócz Ciebie, ale do tego dojdziemy). To, co było pomiędzy Tobą a Diego się skończyło. Przykro mi, ale nie będę Cię okłamywać. Poza tym, są rzeczy tak oczywiste, że nawet słońce by ich nie ukryło. Zresztą on nigdy na ciebie nie zasługiwał, wiesz? Starał się zmienić Twoje wady. A trzeba być ponad to, pokochać ponad je albo i dla nich. Trzeba zrozumieć, że usiłując zmienić Ciebie, widział tylko to, co może ulepszyć.
Rozumiem, że on Cię skrzywdził. Ale nie traktuj mnie tak, jakbym był do niego podobny. Znasz mnie, wiesz, że jestem lepszy. Przecież widzisz jak na Ciebie patrzę. Widzisz jak się staram. Jak się starałam dać Ci czas, ale...
Lena, tak trudno zrozumieć, że przyjaźń nie zawsze wystarcza? Że w tym wypadku, sprawiła, że odnalazłem miłość mojego życia? Tylko nie zaprzeczaj. Kochałem już tysiąc kobiet, a jedyną do której zawsze wracałem byłaś Ty. Tylko i wyłącznie Twoje serce bije w rytm mojego.
"Do mnie" - pewnie wcale Ci się nie podoba, prawda? Nadal pamiętam, że powiedziałaś nie. (Wciąż przechowuje obraz Twoich ust mówiących to paskudne trzy literowe słowo, a nawet wiem, które ze swoich ulubionych jeansów miałaś na sobie. Uwierz, to wciąż boli, pomimo tego, że - jak zawsze - nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku.) Prosiłaś mnie jedynie o czas. Niechętnie, naprawdę wolałbym wyrzeźbić Ci zamek z lodu albo zjeść ślimaka - a wiesz jak się ich boję - powiedziałem to beznadziejne "okej". Nie stać było mnie nawet na pokerową minę "nie wcale nie złamałaś mi serca". To jednak prawda, że jestem żałosny.
Ale nie zrobiłbym niczego co wywołałoby Twoje przesłodkie gniewna spojrzenie, bo wiem, że nie lubisz tej przeuroczej zmarszczki w kształcie "V". Dlatego przytaknąłem.
Bo Cię kocham. Proste, prawda? A przynajmniej dla mnie.
Czas, to cholerstwo... Byłem skłony zaoferować Ci całą wieczność (oczywiście ze mną, przyklejonym jak rzep do psiego ogona), ale wyjechałaś i kilometry sprawiły, że nie mogę poczuć Twoich rąk, które próbują ujarzmić moje włosy. Nie mogę zobaczyć jak z pasją przeklinasz wszechświat, kiedy w ulubionym sklepie skończyły się nędzne zapasy Nutelli. Nie mam jak skupić się na świecie, bo brutalną prawdą jest, że całym moim światem jesteś Ty.
Jak na ironie, kilometry pokazały mi co tracę, czekając na Ciebie. Nie zrozum mnie źle, Lena. Bycie z Tobą jest jak czekanie na prezenty wigilie, tyle że przez cały rok. Rozumiesz? Ta presja, żeby otworzyć, rzucić się na papier i poczuć gorzki zapach nowych skarpet albo słodki smak tony słodyczy - mam dość.
Chcę, trzymać mój prezent odpakowany. Chcę zasypiać z nim każdej, absolutnie każdej nocy i budzić się z wyrazem ulgi, bo wiedziałbym, że Cię mam. Tak... Naprawdę.
Lena, ja po prostu chcę cię kochać. Pozwól mi na to.
Twój, (na ile będziesz chciała)
Federico
Skończyłem cały rozdygotany. Słowa kumulowały się we mnie szybciej niż ręka nadążała pisać kolejne litery. Bałem się, że wybuchnę - tyle rzeczy miałem to wykrzyczenia - ale było coś kojącego w wyrzucanych przeze mnie słowach. Uczuć nie można zamykać w sobie na całe życie. Od ich nadmiaru pęka nie tylko głowa, ale też serce, które choć nie krwawi, usycha jak zwiędły liść, aż spadnie prosto przed Twoje stopy.
Wtedy chyba już przeczuwałem, że moje serce skończy zupełnie jak martwe roślinki, do których drygu akurat nie miała. Ale wolałem się oszukiwać, pisać i czekać, aż stanie w progu mojego mieszkania. I choć to nigdy nie nastąpiło i nie nastąpi, przynajmniej byłem ze sobą szczery. A po chwili, kiedy kartka zapełnia się po brzegi dostałem meil'a i nieświadomie, całą skrzynkę szczelnie zapakowanej nadziei. Wciąż leży zakopana obok listów, których nie odważyłem się podarować Lenie. Nadal wszystko przesiąka zapachem starych liter.
Nadawca: Lenixx
Temat: Natalia mnie tuczy.
Data: 30 grudnia 2013, 13;12
Adresat: Feder
Jak Twoja grzywka? Trzyma się beze mnie? Jeżeli nie - masz powód, żeby mnie stąd porwać. Teraz, zaraz, już. Fede błagam.
Nadawca: Feder
Temat: Natalia mnie tuczy. - I tak już wiele nie zdziała.
Data: 30 grudnia 2013, 13;16
Adresat: Lenixx
Przykro mi - nadal wyglądam bosko. Będziesz musiała przetrwać wegetariańskie sałateczki siostrzyczki.
Poza tym, sama chciałaś, pomidorku.
Wytrzymaj, jeszcze tydzień i znowu będziesz mogła mnie podziwiać.
Nadawca: Lenixx
Temat: Oficjalnie cię NIE LUBIĘ.
Data: 30 grudnia 2013, 13;21
Adresat: Feder
Burak.
Nie to nie. Chciałam Ci coś powiedzieć prosto w oczy, no ale skoro zobaczymy się dopiero w nowym roku...
Pamiętaj, żeby nakarmić rybkę.
xx
(ale bez uścisków)
Nadawca: Feder
Temat: Chyba nie zjadałaś dzisiejszej porcji snickersów.
Data: 30 grudnia 2013, 13;25
Adresat: Lenixx
Jeżeli tak bardzo chcesz, to zaraz mogę wsiąść w samochód.
Za późno.
:*
(multum buziek, uścisków i serduszek ♥)
Nadawca: Lenixx
Temat: Boję się...
Data: 30 grudnia 2013, 13;32
Adresat: Feder
...o bezpieczeństwo przydrożnych drzew.
Ale dziękuję, przemyślę to.
Tęsknię. :c
A ta rybka miała na imię Rekin.
Nadzieja nie ratuje, wiecie? Nieważne co mówią, ona powoli niszczy; zatraca we własnych pragnieniach, marzeniach; karzę na siebie czekać. A kiedy ginie, zabiera ze sobą tyle kawałków duszy, że nie starcza nawet na szczery uśmiech.
Drugi list był kotwicą, która przytrzymywała mnie na dnie.
30 grudnia, godzina 14;02
Pomidorku,Przeczytałem mój poprzedni list i doszedłem do wniosku, że piszę gorzej niż mówię. Jeszcze nie wiem, czy to są akurat listy miłosne, ale kiedy już zrozumiem dokładną ich treść to dowiesz się o tym pierwsza i ostatnia albo wcale. Bo im dłużej trzymam długopis w dłoni, tym przekonanie, że każda kartka znajdzie się w piecu jest coraz bardziej pewne. Nie powinnaś widzieć jakiego palanta z siebie robię. Nikt nie powinien.
Chyba źle się wtedy wyraziłem. Czasem zachowuję się jak ostatni kretyn, ale nikt nie jest idealny (oprócz Ciebie, ale do tego dojdziemy). To, co było pomiędzy Tobą a Diego się skończyło. Przykro mi, ale nie będę Cię okłamywać. Poza tym, są rzeczy tak oczywiste, że nawet słońce by ich nie ukryło. Zresztą on nigdy na ciebie nie zasługiwał, wiesz? Starał się zmienić Twoje wady. A trzeba być ponad to, pokochać ponad je albo i dla nich. Trzeba zrozumieć, że usiłując zmienić Ciebie, widział tylko to, co może ulepszyć.
Rozumiem, że on Cię skrzywdził. Ale nie traktuj mnie tak, jakbym był do niego podobny. Znasz mnie, wiesz, że jestem lepszy. Przecież widzisz jak na Ciebie patrzę. Widzisz jak się staram. Jak się starałam dać Ci czas, ale...
Lena, tak trudno zrozumieć, że przyjaźń nie zawsze wystarcza? Że w tym wypadku, sprawiła, że odnalazłem miłość mojego życia? Tylko nie zaprzeczaj. Kochałem już tysiąc kobiet, a jedyną do której zawsze wracałem byłaś Ty. Tylko i wyłącznie Twoje serce bije w rytm mojego.
F. xx
Trzeci... Myślę, że cały czas brakowało mi słów. Starałem się opisać, ubrać jakoś moje myśli, uczucia, żeby nie tylko moja głowa, ale też świat o nich wiedział.
Tylko jak wyrazić fakt, że gdy nie było jej obok, świat nie istniał? Problem był o tyle absurdalny, że to Lena tworzyła mój świat. Bez niej - nawet jeżeli miałem obok każdy, pojedynczy ślad jej obecności - to było jakby znalazł się na obcej planecie, wśród kamienni.
Tylko jak wyrazić fakt, że gdy nie było jej obok, świat nie istniał? Problem był o tyle absurdalny, że to Lena tworzyła mój świat. Bez niej - nawet jeżeli miałem obok każdy, pojedynczy ślad jej obecności - to było jakby znalazł się na obcej planecie, wśród kamienni.
30 grudnia, godzina 18:00
Kochanie,
Zacząłem dostrzegać wady całej sytuacji - moją głupotę, strach, twoje niezdecydowanie. Dość często miałem wrażenie, że to, co do Ciebie czuje jest jak wiosenny wiatr - delikatny powiew muska skórę, żeby zaraz zniknąć i zapomnieć, bo go nie ma. Od tak. I w tym właśnie momencie dziękuję i przeklinam los, że znalazłaś się na tyle daleko, żebym nie mógł powiedzieć Ci tego prosto w błyszczące czekoladą oczy. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdybyś nie wyjechała; gdyby kochana, poczciwa Natalka nie zatęskniła za Tobą na tyle mocno, może nadal obżerałbym, się lodami na kanapie w żałosnym przekonaniu o braku szczęścia w moim życiu. Pewnie ja pocieszałbym Ciebie - jak zawsze przy kawałach pizzy z serem - a Ty, uśmiechałabyś się do mnie nieśmiało zza pudełka chusteczek, kiedy po raz kolejny oglądałaś tandetną komedię romantyczną.
I oszukiwalibyśmy się dalej, że jesteśmy t y l k o przyjaciółmi.
Potrafię wyobrazić sobie Ciebie, właśnie teraz, z każdym szczegółem. Z pieprzykiem pod prawym uchem, dwiema piegami pod lewym okiem i całą resztą, którą widzę tylko u Ciebie, bo jesteś jedyną osobą, której zapamiętanie zapewnia mi taką banalną przyjemność. Jednak naprawdę nie mogę się doczekać aż znów się dotknę. Wiesz mi albo nie, ale nikt nie rozpuszcza mnie swoim dotykiem, nikt nie zatrzymuje dla mnie świata; nikt nie pachnie mieszanką wanilii, pomarańczy i trawy.
Nikt nie może wyrwać Cię z mojego serca. Nawet Ty.
Beznadziejnie zakochany.
2 stycznia, 6:00
Słoneczko (tak, wiem, że nienawidzisz tego określenia),
Pamiętasz, kiedy zawsze utrzymywałem, że sen jest najmilszym sposobem tracenia wolnego czasu? Cóż, dzięki tobie dziś obejrzę wschód słońca. Nie wiem czy powinienem ci dziękować, czy zabrać z twojego mieszkania cały zapas czekolady, ale nie miało to by większego znaczenia, gdybym znów poczuł twoje perfumy. Myślisz, że są zbyt słabe, jednak nie ma możliwości, że gdy chowasz się w moich ramionach, nie poczuję ich słodkiego zapachu.
Wspomniałem, że uwielbiam kiedy to robisz? Bo świat nagle staje się dla Ciebie taki bezpieczny. Jestem zdumiony, że tak mi ufasz, ale chce, żebyś wiedziała o jednej rzeczy... Jakkolwiek długo zechcesz, żebym był twoim księciem, będę Cię strzegł, aż anioły nie osądzą, że zrobią to lepiej ode mnie.
To chyba już jest miłość, a jeżeli nawet to nie wystarczy...
Masz moje serce, zrób z nim co chcesz. Wolę, żebyś je złamała niż oddała komuś innemu.
Pamiętasz też, kiedy twierdziłem, że prędzej przefarbuje włosy na różowo niż poczuję motylę w brzuchu? Będziesz uradowana, kiedy kupię farbę, bo tym razem sądzę, że mówiłem takie głupoty, bo nie zwracałem uwagi co dzieje się ze mną, kiedy czułem Twoje ciało, oddech, zapach tak blisko.
Lena, to nie są motyle, mi rosną skrzydła.
Obudziła mnie tego samego dnia w okolicach południa, żeby zniszczyć mi życie. Śmieszne. Nie można było nawet nazwać tego konwersacją. Lena wyrzucała z siebie całe akapity, z minimalną porcją oddechu i tak w kółko, aż papierowa obręcz nie pękła.
- Wychodzę za Diego!
Telefon sam wyślizgnął mi się z rąk.
I wtedy nauczyła mnie, że miłość się nami bawi. Chciałem mówić, że nie istnieje. No bo, że niby jak? Że cierpieć? Że nie czuję tego samego? Że mi się wydaję? Że ona z nim? Że my, ona i ja, że nas nie ma?
To chyba już jest miłość, a jeżeli nawet to nie wystarczy...
Masz moje serce, zrób z nim co chcesz. Wolę, żebyś je złamała niż oddała komuś innemu.
Pamiętasz też, kiedy twierdziłem, że prędzej przefarbuje włosy na różowo niż poczuję motylę w brzuchu? Będziesz uradowana, kiedy kupię farbę, bo tym razem sądzę, że mówiłem takie głupoty, bo nie zwracałem uwagi co dzieje się ze mną, kiedy czułem Twoje ciało, oddech, zapach tak blisko.
Lena, to nie są motyle, mi rosną skrzydła.
Feder
Obudziła mnie tego samego dnia w okolicach południa, żeby zniszczyć mi życie. Śmieszne. Nie można było nawet nazwać tego konwersacją. Lena wyrzucała z siebie całe akapity, z minimalną porcją oddechu i tak w kółko, aż papierowa obręcz nie pękła.
- Wychodzę za Diego!
Telefon sam wyślizgnął mi się z rąk.
I wtedy nauczyła mnie, że miłość się nami bawi. Chciałem mówić, że nie istnieje. No bo, że niby jak? Że cierpieć? Że nie czuję tego samego? Że mi się wydaję? Że ona z nim? Że my, ona i ja, że nas nie ma?
W końcu, po godzinach przed lustrem ze sobą, przyszła do mnie ta boska myśl, coś co pomogło mi zrozumieć: jeżeli istnieje coś szczerego to się nie kończy. Jeżeli cierpienie uszlachetnia, to mam zapewnioną miejscówkę obok moich rodziców na chmurce. Jeżeli ona będzie szczęśliwa, to znaczy, że świat dalej będzie się kręcił.
Do przejrzenia na oczy trzeba dojrzeć - tylko dlaczego po drodze, gubimy całą resztę?
Skinąłem głową, zupełnie zapominając, że Lena krzyczy do mnie z drugiego końca kraju.
- Naprawdę się cieszę. - Ton mojego głosu był odpowiedniejszy dla mowy pogrzebowej, ale ona nadal piszczała zachwycona, bo pogodziła się z miłością jej życia.
- Federico, nie wyobrażasz sobie jak się cieszę! Oczywiście, poprowadzisz mnie do ołtarza. Nata będzie druhną, ale nie wiem jak ona sobie poradzi z tym wielgachnym brzuchem. Ty przygotuj garnitur, impreza czternastego lutego!
Nawet gdyby mieli mnie tam przetransportować siłą, nie mógłbym patrzeć na to i gratulować Diego, odebrania mi powodu by oddychać.
- Lena, mówiłem ci, w lutym jadę do Europy, nawet jeżeli bardzo bym chciał ja nie...
- Och.
Musiałem się poświęcić, a kłamstwo jeżeli bardzo w nie uwierzyć okryje się płaszczem prawdy.
Wyjechałem.
Skinąłem głową, zupełnie zapominając, że Lena krzyczy do mnie z drugiego końca kraju.
- Naprawdę się cieszę. - Ton mojego głosu był odpowiedniejszy dla mowy pogrzebowej, ale ona nadal piszczała zachwycona, bo pogodziła się z miłością jej życia.
- Federico, nie wyobrażasz sobie jak się cieszę! Oczywiście, poprowadzisz mnie do ołtarza. Nata będzie druhną, ale nie wiem jak ona sobie poradzi z tym wielgachnym brzuchem. Ty przygotuj garnitur, impreza czternastego lutego!
Nawet gdyby mieli mnie tam przetransportować siłą, nie mógłbym patrzeć na to i gratulować Diego, odebrania mi powodu by oddychać.
- Lena, mówiłem ci, w lutym jadę do Europy, nawet jeżeli bardzo bym chciał ja nie...
- Och.
Musiałem się poświęcić, a kłamstwo jeżeli bardzo w nie uwierzyć okryje się płaszczem prawdy.
Wyjechałem.
Nadawca: Lenixx
Temat: Budyń.
Data: 12 luty 2014, 17:47
Adresat: Feder
Fede, wszystko w porządku? Dawno nie rozmawialiśmy, a ty nie odbierasz telefonu. Wiem, jestem straszna, ale Twój wyjazd nie jest pretekstem, żebym tęskniła za Tobą mniej. Moim jedynym marzeniem jest, żebyś był ze mną w piątek. Wiesz, że jesteś jedyną osobą, która mogłaby oddać mnie w jego ręce. Wiesz, że jesteś częścią moje rodziny, mnie. Jak mam świętować nowy, wspaniały etap w moim życiu, bez jednej z najważniejszych jego części?
Mam nadzieje, że dobrze się tam bawisz.
Nadawca: Feder
Temat: Smacznego.
Data: 13 luty, 15:28
Adresat: Lenixx
Chciałabym być tam i kopnąć cię na szczęście, ale równie dobrze zrobisz to sama - potrafisz.
Połamania szpilek i języków.
¡Adiós!
Nadawca: Lenixx
Temat: Halo!
Data: 13 luty, 15:33
Adresat: Feder
Adiós? Federcio? Co się stało?
Nadawca: Lenixx
Temat: Odbiór.
Data: 15 luty, 13:03
Adresat: Feder
Federico, jesteś tam? Proszę cię...
Nadawca: Lenixx
Temat: To nie jest śmieszne!
Data: 13 marzec, 14:52
Adresat: Feder
Świetnie.Ignoruj mnie dalej.
Nadawca: Feder
Temat: Haha. Mnie to bawi.
Data: 14 marzec, 10: 18
Adresat: Lenixx
Nie, to nie jest śmieszne. To komiczne, kochanie.
(Nie wysłano.)
13 luty, 1:14
Lena, Początkowo miał być to list
Najłatwiej byłoby Cię znienawidzić, wiesz? Wyrzucić Ci prosto w twarz, że oszukujesz samą siebie; że on Cię zrani, jak robił to zbyt często i zbyt brutalnie; że zniszczysz sobie życie; że... Najwyraźniej nie kochasz mnie tak mocno jak ja Ciebie, bo sama kiedyś powiedziałaś mi, że prawdziwa miłość musi zostać odwzajemniona. Jeżeli to prawda, a to, co czuję jest tylko namiastko tego, co mógłbym mieć, niech mnie piekło pochłonie.
Zaraz - Ty lepiej sobie z tym poradziłaś, bo, uwaga, równie dobrze mogłabyś zakopać mnie żywcem. Ślub w Walentynki, co za banał, którym wiem, że będziesz zachwycona. Zapamiętałem. Raz - wtedy jeszcze nie wiedziałem - spojrzałaś mi w oczy, jakbyś mogła wyczytać z nich każdy element mojej osobowości, pocałowałaś mnie. Delikatnie. Czułem jakby piórka pieściły moje usta i wtedy przechyliłaś głowę rozbawiona i szeptem oznajmiłaś, że jeżeli ktoś kiedykolwiek zmusi Cię do wzięcia ślubu, zgodziłabyś się tylko na Walentynki.
Wiedziałem, że kłamałaś, bo urodziłaś się jako niespełniona romantyczka, a od życia oczekiwałaś tylko księcia - niekoniecznie na białym koniu - wystarczyło, że oddałby swoje serce na tacy.
Ja dałem Ci całego siebie, ale najwyraźniej mam jakieś wypaczone poczucie romantyzmu.
Powinienem Cię przy okazji przeprosić. Oczywiście, nie dlatego, że zwlekałem i uciekałem przed prawdą jak wystraszony kurczak. Lena, wybacz, że nie miałem odwagi, żeby chwycić telefon w dłoń i powiedzieć "nie będę na Twoim ślubie, bo inaczej do niego nie dopuszczę". Nie odbiorę więcej żadnego Twojego telefonu, nie odpiszę na ani jednego meil. Chciałbym też powiedzieć, że nie będę Cię szukał, ale wiem... Wiem, że w każdym poranku, uśmiechu, dniu, kwiecie - będę widział tylko i wyłącznie jak piękna stałaś się walcząc o siebie.
Mój mały koniec świata rozpoczął się z chwilą, kiedy wiedziałem, że więcej nie będę mógł przytulić Cię z całych sił, pocieszyć i powiedzieć z pewnością, której nie powinienem mieć, że wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę, żebyś Ty też cierpiała.
Tak czy inaczej, nie mógłbym Cię znienawidzić na tyle, żeby przestać Cię kochać. I choć w tym momencie nawet bardzo Cie nie lubię, to życzę Ci szczęścia. Ze wszystkich ludzi na ziemi jakich znam, Ty jesteś aniołem, którego obdarto ze skrzydeł i skazano na los wśród takich demonów jak ja.
To kocham Cię, będzie ostatnim jakim w życiu wypowiem szczerze do kogokolwiek.
Kocham Cię Lena i nigdy nie przestanę.
Na zawsze,
Federico.
Odwiedziła mnie kiedyś.Padało, ale wyglądało bardziej na płacz aniołów, niż kaprysy pogody. Czułem się podobnie, ale nagonka w pracy mnie uspokajała; tysiąc rzeczy do zrobienia w ciągu kilku chwil skutecznie oddziela murem od niespełnionych pragnień. Pamiętam, że otwierając drzwi (czekałem na jedzenie) trzymałem w ręku sok wiśniowy - kilka kropel wciąż dumnie pręży się w miejscu, gdzie moja ulubiona szklanka roztrzaskała się jak kruchy lód, lecz w tym wypadku musiałem sam zbierać każdy okruszek szkła. Nie zniknęło samo dla siebie.
Uśmiechnięta i radosna jak skowronek, wepchnęła się do mojego mieszkania. Jej ciepło i radość sprawiły, że pomieszczenie ożywiło się jak świeżo podlane stokrotki. Ciszą odgrodziłem się od niej, a ona szanowała to dopóki nie podniosła zżółkniałe koperty z feralnym "nie otwierać", które wykaligrafowałem, żeby odgrodzić się od przepełnionych mną słów, tyle, na ile jestem zdolny.
Pech? Szczęście? - Chciało, żebym zostawił je tuż przed jej nosem, zamiast spalić je od razu. Może w tym wypadku zniszczenie okazałoby nowym początkiem. Nie powstaniem z popiołów - do tego potrzebowałem kogoś jeszcze - tylko uformowaniem mnie na nowo. Ja, Federico, wolny.
- Co to jest?
- Listy, których nigdy nie wysłałem.
- Dla kogo?
- Dla dziewczyny, która nigdy nie powinna ich czytać.
- Czyli?
- Dla ciebie.
- I co ja mam z tym niby zrobić, Federico?
Niezwykłe, jak niewypowiedziane słowa i nieprzeczytane litery mogą zrujnować rzeczywistość. Niesamowite, jak rzeczy niezrobione dokonują zniszczenia; palą przyszłość, rujnują teraz, a przeszłość...
A z przeszłości robią widowisko godne Brooklynu, tworzą tysiące scenariuszy "co byłoby gdyby...".
Gdyby zrozumiała wcześniej, gdyby wyznał szybciej? Co jeżeli pokochałaby mocniej?
Spuszcza wzrok, bo tylko na to go stać. Nie wie. Szuka w głowie jednego sensownego wniosku. I rozumie, że choćby każdy wyraz wytopił się na ścianach jej serca, to nic niezmienni. Może musi chronić to, co zostało? Ostatni skrawek ich przyjaźni i spętane sznurki jej małżeństwa są warte ocalenia?
Ryzykuje, bo trzeba - przynajmniej sumiennie właśnie tak krzyczy wniebogłosy.
- Zapomnieć, Lena. Inaczej zniszczysz więcej żyć, niż tylko moje.

Lenarico! Wrócę, jak skończę pisać egzamin z angielskiego. Grr...
OdpowiedzUsuńTen OS jest przepiękny, o tak. ♥ Niesamowicie ukazałaś miłość Federico do Leny, te listy, te e-mail... Bardzo podoba mi się ta forma pisania, uwielbiam ją za całego serca. *.* Listy nie były przesłodkie, bo gdybym tak napisała zrujnowałam by klimat, który stworzyłaś. Moim zdaniem próbowałaś w nich ukazać różne strony miłości, ból. Znakomicie Ci się to udało, naprawdę! Skoro listy nie były słodkie, to e-mail dla mnie zaś były. ♥ Szczególnie te początkowe. Ciekawie zatytułowane, haha. Udało mi się wyłapać kilka przepięknych cytatów, fragmentów. :') Jestem nimi zachwycona oraz zostaną w moim serduchu na zawsze. Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Czekam z niecierpliwością na resztę twoich dzieł, a tego OS dodaje z całą pewnością do moich ulubionych. :> Ściskam mocno.
OdpowiedzUsuńDominika.
PS. Trochę nie złożyłam tego co chciałam zbyt dobrze w słowa, eh.
Hm. No to mam problem. Bo wiesz – nie mam pojęcia, czy powinnam podziękować (imię do czegoś zobowiązuje), czy po prostu wypowiedzieć się na temat publikacji wiedząc, że nie została ona napisana dla mnie. Pomocy. Em, strasznie dziękuję – jeśli to nie dla mnie, udaj, że tego nie zauważyłaś. Ale… w sumie to ja kiedyś to sugerowała, więc – o jejku. No cóż, jeśli to jest dla mnie to niesamowicie się cieszę. Jesteś wspaniała. Jeśli nie, ja nic nie napisałam. Czytaj dalej. Albo i nie. Jak wolisz.
OdpowiedzUsuńWspaniale sobie poradziłaś. Jestem pod naprawdę ogromnym wrażeniem. Lena i Fede stanowią bardzo fajne połączenie. Dosyć nietypowe, ale ciekawe. Chciałabym, żeby scenarzyści myśleli w podobny sposób. No cóż, trudno. Ważne, że mogłam przeczytać o nich tutaj. I to w twoim wykonaniu. Pełnia szczęścia. Eh, wszyłam z wprawy (której nigdy nie miałam) jeśli chodzi o komentarze. Zrobiłam się strasznie leniwa, to dziwne. Ale musisz wiedzieć, że bardzo spodobał mi się ten OS. Jego forma, treść, bohaterowie – wszystko było perfekcyjne. Ah, i intrygujące zakończenie!
Jesteś wielka. ♥
sugerowałam* :D
OdpowiedzUsuńChcę umrzeć. Definitywnie.
OdpowiedzUsuńSkomentuję jak się wykąpię i wypłaczę. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
Kocham ♥
Ja wcale nie płaczę, skąd.
UsuńDzisiaj mam dzień płaczu, nie pomogłaś xdd
Wiesz, to naprawdę przyjemne uczucie. Gdy zobaczyłam wśród inspiracji napomknięcie o „moim cudeńku”, które – nie ukrywając – cudeńkiem nie jest, momentalnie się wzruszyłam. Zrobiło mi się ciepło na serduchu, a gdybym mogła, zatańczyłabym walczyka. Niestety wszyscy śpią, ups.
Stawiam na Lety. Myślę, że to na nich się „wzorowałaś” o ile można to tak nazwać. Oczywiście twoje jest lepsze i zupełnie inne. Uzupełnione, piękne. Moje to jakaś wybrakowana żałość, jednym słowem – żenada. Musiałam wtrącić heroinę, musiałam. No już nieważne.
Piękne? Kochane? Cudowne? Nie ma adekwatnego słowa. Pewnie Zuzka by jakieś znalazła, a Acia pięknie opisała, co sądzi, ale ja nie umiem. Od co. Takie małe i głupie (teraz już podwójnie). Antytalent straszny. A ty? Ty jesteś jak jeden z takich pięknych, barwnych motyli. Lekkich i niezwykle przyjemnych dla oka. Nie jestem pewna, czy powinnam coś pisać o twoim talencie, bo nasłuchałaś się ode mnie już tyle, że zaraz ci uszami wyjdzie, ale uznajmy, że muszę. Taka potrzeba, jak jedzenie, czy spanie. Powinnaś się rozwijać. Ewidentnie powinnaś. To nie prośba, tylko rozkaz, rozumiemy się? Czekam na książkę. Jak już przyjedziesz, to zmuszę cię podstępem, mogę nawet wymyślić calutką fabułę. Tylko ty masz napisać. Wszyscy kupią, gwarantuję.
Ale może przejdę już do os’a.
Końcówka mnie wzruszyła. W ogóle wszystko. Może to kwestia tego płaczliwego dnia, jak to określiłam, ale nie zagłębiajmy się w szczegóły. Z natury trudno mnie wzruszyć – wam się udaje. Mówiąc wam mam na myśli Acię, Zuzkę, Marcię i inne skarby, które kocham, nie chcę nikogo tu pominąć. Po prostu jednym zdaniem rozbieracie mnie na drobne cząstki, tak małe, że nie można ich dostrzec gołym okiem. W ogóle znikam, fruwam nad ziemią, jednocześnie twardo po niej stąpając. Mam ochotę krzyczeć i milczeć, nie myśleć, ale zastanawiać się. Szukać pewnych podobieństw w świecie i po prostu płakać nad moimi dwoma serduszkami, skleić to, które pęka. Mam na myśli Fede, rzecz jasna. Chcę Lenę znienawidzić, ale nie potrafię. Coś mnie mocno do niej klei, jakby „Kropelka” albo „Super Glue”. Takie trafne porównanie, że chcę umrzeć. Znowu.
Mniejsza. Naprawdę mocno, bardzo, strasznie i wyraźnie chciałam, by byli razem. Inaczej – by pozwolono im być razem. By mogli się tak pięknie dotykać, mówić do siebie, a nawet milczeć cudownie. By mogli razem jeść nutellę i budyń. By mogli popatrzeć sobie w oczy, pośmiać się. Tylko tego dla nich chciałam. Jednak – jak widać – to trochę zbyt wiele.
Moja rodzina już śpi, a mnie czeka przeprawa przez banki i kredyty (pasjonujące). Dlatego tutaj skończę ten marny komentarz, naprzepraszam się i wyślę miliardy buziaczków i serduszek wciąż twierdząc, że zasługujesz na duuuuuuuuużo więcej. A potem się pożegnam. Z emotikonkiem i moimi ulubionymi „PS”ami. Przejdźmy do tej ostatniej części, dobrze?
Przepraszam i kocham ♥♥♥ Tak najmocniej na świecie :*
Dobranoc, Słoneczko.
Kochająca Ania.
PS.: Naturalnie, że zasługujesz na więcej. I choćbym zebrała wszystkie buziaczki świata, nie wystarczyłoby dla ciebie.
PS2.: Wszystkie zwroty grzecznościowe małą literą, poetka ze mnie żadna.
Witam Cię... jeśli dobrze kojarzę, po raz pierwszy?
OdpowiedzUsuńNie powiem, że mi nie wstyd, bo... musiałabym skłamać. Już od jakiegoś czasu śledzę Twoją twórczość, a dałam o sobie znać, napisałam coś? Gdzieeeee... moja logika, nikt tego nie ogarnie. Więc czemu: teraz? Chyba po prostu znalazłam odrobinę czasu, odpowiednie słowa... by wyrazić mój zachwyt. Tak, najprawdziwszy. Tego możesz się spodziewać... i tony bzdur, bo nie umiem ubierać myśli w słowa, a szkoda... Ale musisz wiedzieć, tak - że bardzo lubię Twój styl. To jak operujesz wyrazami. Twoje pomysły. Ten z Lenarico szczególnie przypadł mi do gustu - i że jest oneshotem bieżącym - na jego temat się wypowiem, w porządku? Chciałabym wrócić do poprzednich, ale jest Ich - całkiem sporo, wszystkich pięknych, i nie mam głowy do wypowiadania się w tak wielu kwestiach... jeszcze coś poplątam, o. Ale mogę Ci obiecać, że od teraz postaram się komentować już na bieżąco, jako - stała czytelniczka. Jej... fajnie to brzmi... a wracając do cudownego Lenarico:
Po pierwsze, kocham tę parę. Zaraziłam się Nią, i zdania nie zmienię.
Po drugie, listy - to mój, jakby to powiedzieć - 'konik'? (Coś chyba poplątałam, whatever) Noo... chodzi o to, że jeśli OS je zawiera, to już jest dla mnie - praktycznie - wygranym. Niezapomnianym. Zawsze na Nich płacze. A na takich pięknych? Smutnych? Opakowanych w miłość - tylko, nieodwzajemnioną? To już w ogóle. Więc, i tu nie obeszło się bez łez. Tych słonych, gorzkich, i tych - trochę lepszych. Podziwiam Twojego Fede, wiesz? Kochał Lenę, bardzo mocno, była dla Niego jedyną kobietą, przyjaciółką, światem?... Ale, jeśli dobrze zrozumiałam końcówkę... postanowił jej o swoich uczuciach nie mówić, kazał zapomnieć. Wiedział, że stracił swoją szanse, że, jeśli powie prawdę... zniszczy nie tylko jej życie, także - innych, łączącą Ich więź przyjaźni. I to jest piękne... zrezygnować z miłości, dla większego dobra... Bo litery napisane przez Niego... już wyblakły. Zestarzały się. I ostatnie ze słów zabolały mnie najbardziej... no bo gdyby spróbował wcześniej? Ale z tym 'gdyby' - to jest ciekawie. I potwornie, zarazem, bo zawsze - człowiek mówi o tym... 'za późno'.
Po trzecie, mimo, że - kibicowałam Lenarico: mieli tą niesamowitą więź, między sobą, niektóre z Ich korespondencji doprowadziło mnie do płaczu - tego lepszego, ze śmiechu... to... bardzo spodobał mi się motyw z Dieną. Kolejna, dziwaczna para, którą jednak... dziwnym trafem lubię.
Po czwarte, dopasowanie słów, styl - jest oczywiście świetny, nie ma co więcej mówić, rozwodzić się... Taki Twój (: Bardzo podoba mi się fakt, że pisane w pierwszej osobie... pozwala Nam jakoś lepiej zrozumieć, odkryć... wiesz?
I po piąte, no jest po prostu cudnie. Tyle feeelsów. Dziękuje Ci za to...
Na koniec - czekam na coś kolejnego, tak.
I - ach, bo zapomnę! - na blogu o Lety też się wkrótce pojawię, z jakimś sensownym komentarze (kłamstwo: nie umiem takich pisać, smuteg), tylko wszystko jeszcze raz sobie przeczytam, przyswoję.
Dobra, uciekam.
Ściskam i pozdrawiam,
Edyta.
PS: Skompromitowałam się 'tym czymś' wyżej, nie? Przepraszam...
O mamo *0*
OdpowiedzUsuńNigdy się tak nie popłakałam ;c
Smuteq :c
Masz ogromny talent :*
Z niecierpliwością czekam na kolejne cudeńka :* I postaram się przeczytać resztę ,3 ps: Czytałam kiedyś już "cztery pory roku" Ale nie skomentowałam, przepraszam ;c
Powinnam zrobić wielkie wejście czy coś, ale nie mam pomysłu, więc powiem tylko „tęczowe szorty”.
OdpowiedzUsuńZanim przejdę do zachwycania się one-shotem i bezgranicznego uwielbienia Twojej osoby, chciałam złożyć Ci spóźnione życzenia urodzinowe. Możesz mnie zabić, ask nie raczył mnie poinformować. Albo raczył, ale ja byłam tępa i nie zauważyłam. Powinnam zwalić winę na to, że jestem blondynką, ale nie jestem, więc trudno mi się usprawiedliwiać. W wakacje miałam rude włosy, może to dlatego? Nie ma to jak szukać wsparcia w swoim afro. Mua.
Tak czy siak, o Twoich urodzinach dowiedziałam się trzy dni po całej imprezie, kiedy to weszłam na Twojego aska i z przerażeniem odkryłam, że chyba coś przegapiłam. No więc przychodzę spóźniona z tortem, Piccolo i masą uścisków. Przepraszam.
Życzę Ci dużo Lety – w schowku, pralce, wannie, zlewie, wszędzie gdzie się da. Mogliby w końcu pokazać, co tam robią, kiedy Fjola i Maxi nie patrzą. Lety istnieje, nie ma, że nie.
Powodzenia na nowej drodze życia (nie chodzi mi o ślub – chyba, że znalazłaś już męża, a ja o tym nie wiem, to też szczęścia), jak to wdzięcznie mówią teraz nauczyciele, odnosząc się do wyboru liceum. Nasz rocznik jest pełen zajebistości (Ty, ja i reszta fajnych osób, pozostali to pfff) – jeśliby tylko odliczyć typowe gimbusy, geniuszy z kuratorem u boku i dziewczynki z gładzią szpachlową na twarzy. Wiem, że Ci się uda, dostaniesz się tam, gdzie chcesz i będzie to dobry moment w życiu.
Dużo słodyczy. I pizzy. Pizza jest życiem.
Więcej spotkań z tatą.
Książek, bo książki to podstawa istnienia.
Jak najwięcej dobrych dni, które nie pozwolą uśmiechowi uciec.
Mnóstwo weny twórczej – skubana, potrafi długo nie przychodzić.
Żebyś z tu z nami była, bo jesteś niezastąpiona i wspaniała.
Zdrowia – podobno jest najważniejsze, moja wychowawczyni nieustannie o tym przypomina. Ale na takim Titanicu zdrowi byli wszyscy, a szczęścia im zabrakło. Tak więc szczęścia też Ci życzę.
Spełnia marzeń – myślę, że to możliwe. Chyba, że pragniesz zakłady ludzkości, wtedy cofam.
Męża, który będzie kupował Ci książki i pizzę.
INTERESUJĄCYCH KAZAŃ W KOŚCIELE. Amen.
Kocham Cię bardzo. <3
Następnym razem możesz napisać do mnie „ACIA, MAM URODZINY, ZŁÓŻ MI ŻYCZENIA, ŁYSA PEDAŁKO”, wtedy przyjdę. Nadal mam wyrzuty sumienia. XD
A co do „Zapachu…”. Wiesz, że bezgranicznie uwielbiam wszystko, co napiszesz? Sprawiłaś, że pary, których nie mogłam zdzierżyć – momentami nawet w opowiadaniach, choć najbardziej liczy się przysłanie – teraz są mi w jakiś sposób bliskie, szczególnie te zawarte w Twoich historiach. Każde Twoje słowo uderza w moje serducho ze zdwojoną siłą i naprawdę nie sposób się w tym nie zakochać. Rozsmakować się w każdym wyrazie i już tak trwać.
Jeśli udzielasz korepetycji, to jestem pierwsza w kolejce. Naucz mnie tworzyć, bo ja nawet swojego nazwiska nie potrafię napisać.
Lenarico – jedno z wielu niespełnionych marzeń, które usiłowano zastąpić Fedemiłą, ale ja ich wyjątkowo nie lubię (jedyne pary, jakie darze sympatią to Naxi, Bromi, Pablangie, Marcesca, Lajonetta z pierwszego sezonu i milion chińskich połączeń), więc nieciekawie to wygląda. Kocham ich przez Sarę, chyba jak większość istotek tutaj – nie da się inaczej.
Blogger ma focha i limit. ;_;
UsuńNieodwzajemnioną miłość powinno zsyłać się za karę.
Czy miłość nie jest pięknym uczuciem? Swobodą, pięknem wad, które tak bardzo ubóstwiasz, rysami twarzy, które odtwarzasz w myślach każdego dnia, rysujesz ich kontur niewidzialnymi dłońmi. To najcenniejsze uczucie, na jakie człowiek może się zdobyć. Ale wiesz co? Gdy miłość jest jednostronna, nie jest już tak cudownie, jak usiłują wcisnąć nam wszystkie filmy. Bo tak naprawdę nikt się do uczucia nie zmusi. Nie dojdzie do wniosku, że czuje coś do tego żałośnie zakochanego człowieka. Pójdzie w swoją stronę, nie zbaczając na nic innego, bo nie da się przekonać serca do kochania. Są ludzie, którzy zajmują ważne miejsce w naszym życiu i tacy, którzy tym życiem są.
W starych literach Federico schował swoją miłość, która – niechciana, wypłowiała, spłoszona – przetrwała. I żadne słowa tu nie pomogą. Bo Lenka nie pokocha, bo prawdziwa miłość zdarza się tylko raz… I nawet jeśli kiedyś zdobędzie się na próbę ułożenia sobie życia z kimś innym u boku, jego serce nie zdobędzie się na drugą miłość – nie ma czegoś takiego. Swoje jedyne i prawdziwe uczucie wciąż tam jest – ukryte w pamiętnym zapachu starych liter.
Smutno mi się zrobiło. To niekochanie jest okropne. Ani winić Fede, ani Lenki. Że też musimy być bezwładnymi marionetkami losu, który mimo próśb i błagań, i tak zrobi, co chce.
Przydałoby mi się przygarnąć jakiś talent. Ukradłabym Ci Twój, ale ja na taki wyjątkowy nie zasługuje. Pójdę uczyć się od mistrzów (czyt. ośmiolatek piszących porno o Lajonetcie).
Oddalam się z podziwem i butelką po Piccolo – mam nadzieję, że zdążyłaś już wypić. Jeśli nie, trudno. Perfidnie spóźnione hepi berzdej jeszcze raz.
Kocham Cię najbardziej na świecie. <3
Oby nieodwzajemniona miłość nie dotknęła nas, żebyśmy mogły w końcu spiknąć się z milionerami od pizzy i książek. Zasłużyłyśmy w końcu. :c
<3