czwartek, 26 lutego 2015

Piekło jest puste.

Pogrubiony tekst po lewej stronie to myśli Diego.
Środkowy pochylony to tekst piosenki. *O tej* Trochę wyrzuciłam.
Po prawej stronie to dialogi Lary i Diego.
Normalnie pisana jest rozmowa Diego z doktorem.
Diegara przed państwem, w razie wątpliwości. :)


Ellie, specjalnie dla Ciebie. <3

I znowu nie mam dokąd pójść, i znowu jestem całkiem sama.
Zupełnie obcy jest mi dom i znów nikogo przy mnie nie ma.
Lecz noc przygarnie mnie.


 O
czym
myślałaś,
kiedy
twoja
krew
się zatrzymała? 



- Uwielbiam twoje oczy.
- Lara - ostrzegł.
- Wiem.
- Chyba jednak nie. 
Kłamstwa błyszczały jak brylanty, może dlatego oboje tak je lubili?
- Kochasz ją.
- A ty jego.
- Ale jakoś ci to nie przeszkadza, kiedy bezceremonialnie pozbawiasz mnie bielizny.
Jęknął.
I zrobił to jeszcze raz. Bo wszystko traciło znaczenie, kiedy czuł cierpki smak jej ust - nigdy nie pomalowanych.
 

- Jak się czujesz, Diego?
- Głupie pytanie, doktorku. - Ściągnął niewidzialnego paprocha z garnituru. Miał długie palce pianisty.
- Miałeś mi mówić po imieniu.
- Wybacz, Leon - westchnął. Niemal teatralnie. - Ja cie nie czuję. W tym problem.
- Pieprzenie. Jesteś wrakiem. Dlatego cię z tego wyciągniemy.
- To dopiero druga wizyta.
- I nie ostatnia - zapewnił. - Kawy? - Skinął głową.
- Masz ciastka?
- Myślisz, że dałoby się tutaj wytrzymać gdyby nie zapas słodyczy?
- Tak? - powiedział pewnie, trzymając białą filiżankę. Nie słodził, odkąd  t o  się stało. Lara zawsze piła gorzką. Smak był podobny, kiedy zabierała go w górę. Daleko za rzeczywistością.






Gdy wszyscy inni idą spać,
 Gdy całe miasto śpi
Spotykam się w marzeniach z nim...

Dlaczego
postanowiłaś
zatrzymać
oddech?

- I co z tym zrobimy? 
- Z czym? 
Machnęła ręką
- Z nami. 
- Nie ma nas, Lara.
Łzy wypalały jej oczy, jak rozżarzone węglę, ale nie pozwoliła mu ich zobaczyć. Nigdy.
- To boli. - Szloch unosił się w powietrzu.
- To prawda. Jest Diego i Francesca oraz Lara i Federico. Koniec historii. "My" nie istniejemy.

 - Coś się zmieniło?
- Mamy lato?
- Coś jeszcze?
- Dzisiaj mijają cztery miesiące.
- I?
- Nic.
- Więc w czym problem?
- We wszystkim. Absolutnie wszystkim.






Pusto tak,
Tylko ja,
Daleki,
Lecz trzyma mnie w ramionach.
Gdy zniknie z oczu, to zamykam je
I już mnie znalazł.

Jak
to
jest
kiedy
twoje 
serce
nie chce
oddychać
razem z 
tobą?

 - Federico w końcu się ze mną rozwiedzie.
- Nie rozwiedzie. Dlatego nazywa się Federico. - Był uparty, ale... Zawsze istniało jakieś ale, prawda?
- Diego...
- Po prostu pozwól mi cię pocałować, dobrze? 
O zgodę zapytał dawno temu.


- Co u żony, Diego?
- Przytyła. A u twojej, doktorku? - Zmarszczył brwi i poprawił się szybko. - Leon. 
- Wczoraj oświadczyła mi, że ja też będę tatą. 
- Gratulacje. - Szczere, ale bez uśmiechu. Zużywał za dużo wspomnień.
- Dziękuje. - Leon promieniał jak lampki na choince. - A ty? Ile jeszcze musisz czekać? 
- Jeszcze dwa miesiące i zobaczę moją córkę. - Była jedynym powodem do względnej radości, bo szczęście już nie nadejdzie w całości. Nie ma prawa.
- Jak dacie jej na imię?
- Lara. 
- Dlaczego? 
- Bo Francesca nadal myśli, że była tylko moją najlepszą przyjaciółką. 
- Masz szczęście, że obowiązuje mnie tajemnica lekarska. 
- Cholerne.






Nocny deszcz pokropił chodnik srebrem,
Światła lamp lśnią w rzece jak diamenty.
Wszystkie drzewa obsypał ktoś gwiazdami,
W tym świecie tylko ja i on na zawsze i na wieki.
 
Nie 
mogłaś
kochać
mnie
mniej?  

- Każesz mi wybierać pomiędzy żoną, a najlepszą przyjaciółką? 
- Nie jestem twoją przyjaciółką - syknęła. 
- Nie. Nie jesteś. Ty.. to... - Jak to jest, że słowa, kiedy są najbardziej potrzebne zaczynają bawić się w chowanego? - Jesteś moim powietrzem, okej? Nie umiem tego inaczej nazwać, ale gdyby... Gdybym miał wybierać między tysiącem lat bez ciebie, a jednym pocałunkiem i ostatnim oddechem, to bez wahania postawiłbym na ciebie. Nie wiem czy takiej definicji mojej miłości do ciebie potrzebujesz, ale do cholery, Lara! 
- Skoro mnie kochasz, skoro ja cię kocham...
- Lara. Nie. To złe. Mamy rodziny, a twój mąż...
- ...mnie nie kocha. 
- Ale to mój najlepszy przyjaciel.
- Więc co?
 Cisza może ogłuszyć?


- Zachowałeś się jak dorosły, nie ma w tym nic złego.
- Pieprząc swoją najlepszą przyjaciółkę, z której mężem również się przyjaźnie, mając żonę, zachowałem się jak dorosły? - Czekoladowe ciastka pochłaniał na potęgę. Jak ona, kiedy się złościła.
- Podjąłeś decyzje. Wyznałeś prawdę. Nie masz o co się obwiniać.
- Zabiła się przeze mnie. - Głos mu drżał.
- Nie. Zabiła się dlatego, że nie potrafiła poradzić sobie z rzeczywistością.
- Więc to ona jest winna?
- Z pewnością nikt jej nie zmuszał.
- Chora logika.
- Jestem psychiatrą, czego się spodziewałeś? - I ta absurdalna radość na jego twarzy. Szczęście. Jaki ma smak?






Dobrze wiem, że to mój własny świat,
Że rozmawiam z samą sobą a nie z nim.
Gdyby on mnie chociaż dostrzec chciał,
Mogłabym jego światem być.

Jak
mam 
oddychać,
kiedy ty...
ciebie
nie ma
obok
mnie?
  - Ona jest w ciąży.
- Nie rób mi tego.
- Będę miał dziecko.
- Nie możesz.
- Czas przestać...
- Zabijasz mnie. - Gdyby zrozumiał wcześniej.
- Musimy przestać zachowywać się jak egoistyczne świnie.
- Diego.
- To koniec. - Tylko sztylet w serce. Nic wielkiego.
- Diego!
- Kocham cię, Lara. Ale wybrałem.
- Nie będziesz szczęśliwy beze mnie.
- Nie można mieć wszystkiego, najdroższa.

 - Długo jeszcze będzie boleć?
- To nie zależy ode mnie.
- A od kogo? 
- Zgadnij. 
- Wole nie.
- Diego, nie wiem czy w jakimkolwiek stopniu cię to ucieszy, ale Violetta chciałaby zaprosić ciebie z Fran i małą, na obiad. 
- To ona wie o moim istnieniu? - zdziwił się.
- Żartujesz? Jesteś moim ulubionym pacjentem. 
- Nie wiem, czy to powód do radości. 
- Dajże spokój, ona jest w szóstym miesiącu ciąży. Odmówisz ciężarnej?






Kiedy noc się kończy,
On znika,
W nurcie brudnej rzeki.
Bez niego
Znów czuję się samotna.
A drzewa są obdarte z gwiazd.

Życie
może być
życiem, 
bez 
ciebie?
.
- Kocham cię, ale to nic nie zmienia.
- Życie bez ciebie nie jest życiem.
- Nie pozwól, żeby to cię zniszczyło.
- Żegnaj, Diego. Na zawsze.
- Zawsze? - nagle wydał się przerażony.
- Nie tęskni zbyt mocno.
- Lara...
Jej kolej, żeby odjeść. 
N a  z a w s z e. 
Z a w s z e. 
Z a w s z e.
Z a w s z...
Z a w s...
Z a w...
Z a...


 - Dzisiaj mija rok, Leon. 
- Tak, wiem. Mam kalendarz. - Irytująco machał ołówkiem. - Jak się czujesz z tym, że nie ma jej już tyle czasu? 
Bez jej miłości, oddechu, oczu, serca, dotyku, głosu?
- Jakbym powinien zrobić to samo, żeby znowu ją pocałować. 
- Błagam, powiedz, że nie masz myśli samobójczych. 
- Mam. - Coś drgnęło na jego twarzy. Przerażony jęk doktora, wywołał niemal, że uśmiech. 
- Diego, mam tylko nadzieje... A właściwie wręcz ci karzę...
- Spokojnie. Jestem silniejszy niż ona była kiedykolwiek. 
- Cieszę się, że to słyszę. 
- Poza tym, twoje życie byłoby beze mnie nudne i biedne. 

Ale ta ciemna myśl, wciąż się skrada, prawda? 

6 komentarzy:

  1. Ajajajajaja! Wrócę.
    Muszę wrócić! ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Najcudowniejsza moja żono!

    Przybyłam. Jak mogłabym nie? Jeśli primo:tu się takie cudeńka pojawiają. I secundo: w końcu jesteś moją lepszą połówką przecież. To, że tu jestem, to się rozumie samo przez się. Prawda? ;)
    W ogóle. Jejku. DIEGARA. <3 Znaczy było ich właściwie bardzo niewiele, ale mimo wszystko, c'nie. Słowem o fabule. Muszę przyznać - bardzo ciekawie to wymyśliłaś. Naprawdę. Choć ta miniaturka (?) jest tak krótka, to jednak zawarłaś w niej bardzo złożoną i oryginalną historię. Brawa dla mej zdolnej żony, brawa dla ciebie.
    Diego był sobie mężem Francesci (nie lubię tej pary ;_;), natomiast Lara była se żoną Fede. Żadne z nich jednak nie było najwyrażniej w tym związku szczęśliwe. Lara i Diego spotykali się w ukryciu. Co pomimo mojej sympati do nich i niechęci do Diecesci, wciąż był nie fair w stosunku do Fran i Federa. Kochali się, rzekłabym, że bardzo.
    Diego był tutaj jakby głosem rozsądku, starał się być bardziej odpowiedzialny, nie porzuciłby żony, nawet dla niej. A kiedy pojawiło się to dziecko - zerwał z nia całkiem, co ją dobiło. Przeważyło szalę... Natomiast Lara, widocznie, kochała go bardziej, może nawet za bardzo. I ona była gotowa rzucić wszystko dla niego. Oczekiwała od niego tego samego, jednak on zawsze jej odmawiał. Lara nie umiała sobie poradzić z tą niespełnioną, nieszczęśliwą miłością, z życiem, z byciem tą druga. Była za słaba, miała juz dość. Ale nie potrafiła się od niego uwolnic. I zakończyła swoje życie. Popełniła samobójstwo, z rozpaczy, pośrednio z jego powodów. Nie dziwi mnie więc, że ma on wyrzuty sumienia i chodzi do psychiatry.
    Dochodzimy tutaj do pana przystojnego psychiatry - Leóna. Cudowny, kochany, najwspanialszy. (W tle Leonetta, Violka w ciąży. A oni są po prostu szczęśliwi i są prawdziwą para bez jej uciążliwego niezdecydowania i jej pseudoproblemów. Tacy powinni być zawsze.)
    Każda postac wykreowana świetnie, jak zawsze u Ciebie, mimo minimalnej treści, która pozornie nie pozwala nam ich zbyt dobrze poznać. Kolejne punkty for ju, zdolniacho.
    Cóż więcej? Masz cudowny, lekki i płynny styl, którego czytanie jest czystą przyjemnością, ale to chyba wiesz? ;) Ja zawsze się u Ciebie zachwycam, bo i jest czym. Nie zaprzeczaj, ja wiem lepiej. Koniec, kropka. <3
    Talent jeden wielki talent widzę. I jesteś to Ty. Moja zdolna żona. LOFFKI.<3
    Ale poważnie, nie masz za co przepraszać jest świetnie, naprawdę. Uwierz w to, że masz talent, bo tak jest. I pisz jak najwięcej, a ja czekać będę niecierpliwie. ^^
    (Mam już gotową tę "miniaturkę", kończyłam ją wczoraj dlatego mnie nie było na gg, wybacz. W ogóle, przy Twojej publikacji - wypada se bardzo słabo. No cóz, rzycie. Nie wszyscy są tak zdolni jak Ty.)
    Kocham najbardziej i życzę weny, i miłego dzionka.
    Tyśka/Jace/mąż.

    PS. Kocham Cię ciulasie, wiesz? ;) Soł macz. <3
    PS.2. Nawet tytuł jest niesamowity, frajerze. Weź wyjdź.
    Tylko szybko do mnie wróć. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, Sophie!

    Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo stęskniłam się za twoimi opowiadaniami. Mimo, że dodajesz opowiadania dosyć systematycznie, ciągle cierpię na ich niedosyt. Nie potrafię długo wytrzymać bez twojego stylu pisania. Moim zdaniem posiadasz naprawdę wielkie umiejętności, które perfekcyjnie wykorzystujesz. Da się łatwo dostrzec, że wszystko, co piszesz, jest wyjątkowe. Dopracowane; każdy – nawet najdrobniejszy szczegół jest sprawdzone, co mi niezwykle imponuje. W twoich rozdziałach, OS’ach, czy chociażby miniaturkach nie wykrywam żadnych błędów: ani ortograficznych, ani interpunkcyjnych, ani gramatycznych. To dobrze. Nawet bardzo. Nie piszesz na siłę, a to już połowa sukcesu. No, nie najlepiej to ujęłam, ale nie wiem, jak inaczej mogłabym to określić, a mam trochę do zrobienia, więc… może przestanę nawijać nie na temat i skupię się na właściwym wątku?
    Diegara. Hm. Lara jest świetną postacią, jedną z najlepszych, a Diego po prostu nie da się nie lubić. Ich połączenie jest wspaniałe. Chciałabym zobaczyć przynajmniej kilka scen z nimi w serialu, ale niestety Diego jest z Francescą, (Eh, Marco, wracaj!) a Lary w trzecim sezonie nie ma w ogóle. Wielka szkoda. Ponadto, „Violetta” dobiegła końca. Nie ma co gdybać, ale uznajmy, że i tak wierzę w ich związek. Choćby w dalekiej przyszłości. Jakieś spotkanie w Madrycie, czy coś. Tak. To by mi wystarczyło. Mogliby dać mi napisać scenariusz do jednego odcinka, znakomicie bym to wykorzystała. Dobra – koniec. Muszę przyznać, że jakoś nie spodobała mi się postać Diego w tym OS’ie. Taki typowo… fiolkowy? Można to tak określić. Lara za to jest wspaniała i niesamowicie mi jej szkoda. Biedactwo. Ona też nie lubi Diecesci. To powód, dla którego można darzyć ją sympatią. Aj, przepraszam. Wiem, że ta para ma wielu zwolenników, ale jakoś nie mogę się do nich przekonać. I pomyśleć, że kiedyś pisałam o nich na JSM. (brr…) Lara i Federico? Całkiem ciekawe połączenie. Chętnie bym o nich coś przeczytała, ale nie – ja nic nie sugeruję.
    Na tym kończę swoją wypowiedź. Dziękuję za niesamowitą publikację. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiedzmy, że wcale nie mam depresyjnego nastroju i wcale nie chce mi się płakać, i że mam na tyle sił, żeby jakoś ładnie skomentować, dobrze?
    Ale to sztucznie brzmi... Trudno, udawanie jest sztuczne, nie?
    Po tej wstawce - która kompletnie nikogo nie obchodzi i jest tak głupia, że można nad nią płakać - przejdę do treści, bo w końcu po to tu jestem.
    Chyba nie bardzo rozumiem znaczenie słowa "punktualny". Ciężko użyć go w znaczeniu, o którym myślę, ale jako jedyne mi tutaj pasuje. Po prostu jestem na maksa spóźniona z tym komentarzem, no... Przepraszam, komputery są złe i paskudne. I nie lubią niskich dziewczynek. Brrrr -,-
    To tak... Treść jest porażająca. Pięknie zaczynam, brawa dla mnie. Jestem taka wspaniała i genialna, że Ludwik bije mnie na głowę. Ludzie! Wzywajcie karetki (takie do psychiatryka, rzecz jasna...). Wyznaję Falbijanizm, joł... :P
    Dobra, wróćmy choć na chwilę do tematu. Muszę ruszyć mój leniwy mózg, bo nie nadążam z blogami. To tak... Diegara. Kocham tą parę, uwielbiam i ubóstwiam. Nawet w takim wydaniu... Tylko dlaczego zachowanie Lary wydaje mi się naturalne?? I dlaczego zamiast zaklinać Diego współczuję mu?? I dlaczego Francesca i Fede wydają mi się być tymi osobnikami, których w filmach się nie lubi?? Takimi cieniami, duszyczkami, które przerywają wstęgi... Blablabla. Po co się wysilam? I tak wyjdzie jak zwykle źle -,- Dobra, mieliśmy pominąć mój nastrój. To może tak... Są jak takie nożyce, które ścięły różę, zanim zdążyła zakwitnąć. Teraz jakoś da się to zrozumieć...
    Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje Diego. Chociaż nie, potrafię. Potrafię, ale w moim przypadku może chodzić (i chodzi) o zupełnie inną miłość. Nie rozwijam tematu, nie ma co mówić... W każdym razie szkoda mi go tak bardzo, że chyba pominę ten temat, bo zacznę płakać. Chlip :'(
    Lara. Chciałam to napisać od samego początku, choć pewnie niektórzy uznają mnie za psychiczną, czy coś... Po prostu to z siebie wyrzucę: samobójcy są dla mnie... Inaczej: Nie zgadzam się z powszechną opinią, że samobójcy są tchórzami. Według wszystkich - lub prawie wszystkich - uciekają od problemów, po prostu znikają ze świata. Dla mnie (tylko nie weź mnie za psychola, bo aż tak źle ze mną jeszcze nie jest xd) potrzeba wielkiej odwagi, by targnąć się na własne życie. Dwie te opinie kontrastują ze sobą, ale żadna nie jest błędna. Obie idealnie określają potencjalnych samobójców, przynajmniej tak myślę...
    Nie ukrywam, że może troszeczkę szkoda mi tej Fran. Fede nie, bo skoro Lary nie kochał?
    Jedyna obiektywną - a może prawie obiektywną - osobą jest Leon. I ma szczęśliwe życie, juhu! Leon, kochamy Cię, z tej strony Ania i świstak...
    Dominiko... Myślałam, że już bardziej mnie nie zaskoczysz - pomyliłam się. Jest tak wspaniale, że równie dobrze mogłaby to być książka. Wiadomo - trzeba by urozmaicić o parę wątków i rozbudować, ale czytałabym tak chętnie, jak czytałam tego os'a. Jestem pod wrażeniem, naprawdę.
    Na tym skończę, bo mój podły nastrój już dwa dni daje mi po kościach...
    Życzę Ci duuuuuuuużo weny.
    Kocham Cię mocno :*
    Ania

    OdpowiedzUsuń